Debata między przedstawicielami rządu (Tusk, Boni, Zdrojewski) a zaproszonymi na nią przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego – internauci, artyści, naukowcy czyli frajerami – nie została skonsumowana. Bywają małżeństwa nie skonsumowane i bywają także dyskusje, które z definicji dyskusjami nie są, a to z tego prostego powodu, że np. zaproszeni goście się nie zjawiają albo zjawiają się goście, którzy nie byli zaproszeni a mimo to zostali wpuszczeni by wypełnić lukę po tych, którzy z zaproszenia nie skorzystali.
Wiem, że ostatnie zdanie jest skomplikowane, ale nasza rzeczywistość w której obowiązuje żelazna zasada : kłamać tak jak by się mówiło prawdę i mówić prawdę tak jak by się kłamało – do prostych nie należy. Cała debata – przygotowania do niej, jej przebieg i komentarze – przypominają do złudzenia zarówno treść powieści J. Andrzejewskiego pt. „Miazga” jak i historię z jej wydaniem. I nie dziwota bo przecież minister Boni z zawodu kulturoznawca i polonista historie literatury PRL ma w kieszeni i do jakiś wzorców musiał się odwoływać organizując „zbiorowe kłamstwo” pt. „Debata”.
Jaka jest więc zależność między „Miazgą” i „Debatą” ? Po pierwsze formalna : powieść J. Andrzejewskiego napisana jest w trybie warunkowym, to znaczy opisuje wydarzenie związane ze ślubem między wybitnym aktorem piękną aktorką i jednocześnie kochanką członka BP KC PZPR i sam ślub, tylko, że ślub się nie odbywa. Cała akcja powieści jest wirtualna i to co w niej najcenniejsze to zapiski autora o jej powstawaniu i krotkie biografie jej głównych bohaterów. Powieści nie ma. Ślubu nie ma.
„Debata” ministra Boniego jest „pisana” wg. tego samego wzorca. Gdyby Polska nie ratyfikowała ACTA, to debata by się odbyła, ponieważ jednak podpisała to frajerzy, którzy w niej brali udział odegrali teatr z wiersza Szymborskiej „Nieprzyjazd mój do miasta N odbył się we wtorek.”. Innymi słowy najprawdziwsze w polityce Tuska i Boniego są fakty, które nie miały miejsca w rzeczywistości.
Powróćmy jednak do „Miazgi” J. Andrzejewskiego, jak już wspomniałem najciekawsze są w niej krótkie biografie umieszczone na końcu książki. Powtórzmy ten zabieg z ministrem Bonim …no i od razu napotykamy na dyskomfort moralny i towarzyski, bo jak wiadomo był on agentem PRL – owskich służb specjalnych a o tym pisać to „grzech śmiertelny”, to zbrodnia to nietakt towarzyski nie do wybaczenia. No zgadzam się ale jednak krótką biografie zgodna z logiką „Miazgi” i „Debaty” napisać trzeba.
I biedny współczesny prozaik, marzący o nagrodzie Nike (100 tysięcy złotych) ma do wyboru między wiernością etyce zawodowej i wiernością leninowskiej etyce. Chce 100 tysięcy złotych to pisze, że minister był jednym z założycieli podziemia a Warszawie, że wykazał się odwagą itd. Musi skłamać tak jakby pisał prawdę. Jeżeli jednak chce napisać prawdę, to musiałby opisać proces stawania się agentem, musiałby napisać, że UB-ecja szantażowała bohatera tym prostym faktem, że zakochał się – a był żonaty i nie chciał a nawet nie mógł się rozwodzić – w swojej koleżance z podziemia itd.
Zdarzenie banalne, ale wyplątując się z tych sieci nasz bohater nauczył się czegoś co jest mu dzisiaj niezbędne do sprawowania władzy : nauczył się kłamać i manipulować. Musiał – bo jestem przekonany, że był agentem takim jakich opisał Hłasko w „Pięknych 20 -letnich” ; agentem, który nikomu nie zaszkodził. Jednak to doświadczenie nauczyło go manipulować rzeczywistością, kłamać najbliższym żyć w świecie wirtualnym, który teraz nam tworzy każdego dnia a to organizując „Debatę” a to opowiadając o sukcesach polskiej informatyzacji.
Piotr Piętak redaktor portalu mediologia.pl Zapraszam na Darmowy Kurs Linux


